Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nikt nie myślał. Wtedy pan Adam, który miał dobre serce, wystąpił naprzód.
Przedewszystkiem więc podniósł mufkę i wyjął z sanek starą damę krzyczącą, która z niewytłomaczonym w jej podeszłym wieku zapałem, obydwoma rękami pochwyciła go za szyję tak namiętnie, jakgdyby miała zamiar nie opuszczać go aż do śmierci, dochowując przytem wiary, posłuszeństwa i innych obowiązków wymaganych w świętym stanie małżeńskim. Ustawiwszy ją z wielkim trudem na chodniku, ponieważ (jak mówili obecni) mocno wierzgała, i rozplątawszy jej łykowate ręce, pan Adam zbliżył się do drugiej damy i nie wiedząc z kim ma do czynienia, wyciągnął zdaleka rękę.
— Kiedy nie mogę wysiąść, bo mi suknią zaczepili!... — zawołała głosem wzruszonym wprawdzie, lecz młodym i dźwięcznym.
Panu Adamowi zrobiło się raźniej. Silnem szarpnięciem wydobył suknią damy z pomiędzy zahaczonych sanek i z godną uwagi bezinteresownością otworzył objęcia, myśląc, że młoda osoba zechce naśladować energiczny przykład swej starszej towarzyszki.
Ale nieznajoma, wbrew oczekiwaniom, nie schwyciła pana Adama za szyję i nie dała się przenieść. Oparła tylko drobną i ciepłą rączkę na dłoni wybawcy i lekko wyskoczywszy na ziemię pokrytą śniegiem, uścisnęła mu rękę w milczeniu. Gdy wyszła na chodnik, obejrzała naprzód troskliwie całokształt wiekowej damy, a potem sama zaczęła się otrzepywać ze śniegu jak ptak w kąpieli.
Ponieważ wzburzone serca dorożkarzy po wylewie obustronnych niegrzeczności ukoiły się znakomicie, panowie ci więc znowu wspólnemi siłami odczepili sanie, poczem jeden z nich zawołał:
— Siadać prędzej... będziemy się ruchali!
Damy wsiadły, upominając dorożkarza na dwa głosy, aby odtąd był ostrożniejszy. Pan Adam zaś tak się czegoś zamyślił,