Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


SUKIENKA BALOWA.
ROZDZIAŁ I,
W KTÓRYM ARTUR POMYŚLAŁ O DAMIE SWEGO SERCA.

Pewnego wtorku, około drugiej w południe, zwykli śmiertelnicy, przechodzący ulicą Wierzbową, mieli nieporównaną rozkosz oglądać i podziwiać ozdobioną małpami algierkę dobrze wychowanego Artura, wraz z jej właścicielem, wypełniającym wnętrze tej pięknej szaty, na zasadzie poręczenia, złożonego w składzie futer przez dwie wiarogodne i odpowiedzialne osoby.
Z boleścią zaznaczyć musimy, że ogół mieszkańców miasta Warszawy, prawdopodobnie skutkiem roztrzepania, nie zwracał dostatecznej uwagi na naszego bohatera, a tem mniej zapytywał o rodzaj jego zajęć i nazwisko. Raz tylko (lecz działo się to nie na Wierzbowej), jakiś zgryźliwy staruszek, potrącony przez Artura, rzucił niebacznie słówko: „Cóżto za błazen?...“ Szczęściem jednak, niedelikatne to pytanie nie dosięgło uszu młodzieńca; ten bowiem zamiast odpowiedzi, podwoił kroku i począł nucić ulubioną arją z „Traviaty.“
Nie podzielając nagannej obojętności współobywateli, choć w kilku wyrazach postaramy się skreślić biografją miłego chłopca. Nie dlatego bynajmniej, aby miał odegrać jakąś wydatniejszą rolę w naszej powiastce (tacy bowiem jak on, nigdzie żadnej nie odgrywają roli), ale dlatego, aby przekazać potomności ukochany przez nas typ, który dzięki ślepocie społeczeństwa, od wieków już istnieje i wieki istnieć będzie.
Główną finansową podporę Artura stanowiła jego ciotka: