Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jak opętany i znikł za drzwiami. Zostawił w numerze wszystkie swoje manatki, wpadł do domu, zaprzągł biedkę i przede dniem jeszcze wyjechał z miasta.
Wykwintny Alfons tymczasem miał sny bardzo przykre po wczorajszej hulance. Na podziw jednak obudził się wcześniej niż zwykle, czując jakiś szczególny ból głowy. Sięgnął ręką... zakrwawiona! Zerwał się i stanął przed lustrem... Wielki Boże! Jego kędziory znikły, a miejsce ich zajmują świeże ślady po bańkach!...
Pieniądze, zegarek i pierścionek — także znikły, bracia Pietraszkiewicz także, baron von Fiegel także i kupiec Gotlieb Oschuster także! Pozostał tylko piękny niegdyś Alfons ze swemi straszliwemi myślami.
Czytelniku! nie życzę Ci podobnych.


ROZDZIAŁ V,
W KTÓRYM DOWIADUJEMY SIĘ RZECZY
JESZCZE DZIWNIEJSZYCH NIŻ DOTYCHCZAS.

Chyży telegraf przyniósł Paluszkiewiczowi (ojcu) wiadomość o nieszczęściach jedynaka. Przez kilka chwil stary finansista biegał po pokoju tak szybko jakby o ogolenie jego własnej głowy chodziło, poczem miał konferencją z Anielką i tego samego dnia wyjechał do mieściny.
Gdy, przybywszy na miejsce, zobaczył owiniętego szmatami Alfonsa, padł mu w objęcia i jęknął:
— Biedne dziecko! ileż nieszczęść spadło na ciebie w tak krótkim czasie...
Po upływie godziny rozmawiali już spokojniej.
— Słyszałem — mówił Alfons — że ojca przed miesiącem ten nędznik Piotr stradował. Cóż ojciec teraz robi?
— Mieszkam u Anielki — odparł pan Medard. — Poczciwe dziecko! Dała mi cudowny gabinet. Poznasz go, ponieważ będziemy w nim razem mieszkać.