Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


klęta po raz drugi przez ojca, przeniosła się do domu swego męża stolarza, wykwintny Alfons pojechał z panem Pawłem probować szczęścia na prowincji, a pan Piotr przez komornika zajął ruchomości starszego Paluszkiewicza. Znalazłszy się w tak trudnych okolicznościach, pomysłowy człowiek napisał do „wyrodnej córki“ długi list, który rozpoczął doniesieniem o swem ojcowskiem przebaczeniu, a zakończył bardzo naglącem wezwaniem o pożyczkę pięćdziesięciu rubli. Posłuszna córka przy pokornej odpowiedzi załączyła dwadzieścia pięć rubli i prośbę, aby ojciec jak najprędzej sprowadził się do domu jej męża, gdzie znajdzie osobny pokoik i wszelkie wygody, należne jego wiekowi.
Dobry ojciec zgodził się na propozycją, pod tym przecież warunkiem, aby wszelki posiłek przynoszono mu do jego pokoju, który dla zięcia, kompromitującego nazwisko Paluszkiewiczów, miał być na wieki zamknięty.


ROZDZIAŁ III,
W KTÓRYM NIESZCZĘŚCIA NAWET NA PROWINCJI
PRZEŚLADUJĄ ELEGANCKIEGO ALFONSA.

Zaraz po wyjeździe z Warszawy, obiecujący Alfons, przy pomocy rozważnego pana Pawła, dostał się do gościnnej i szanownej rodziny Synopizmowiczów, złożonej z pani Elżbiety wdowy i jej córki panny Zofji, którą na sześćkroć sto tysięcy obliczano.
Po kilku dniach Alfons był jak u siebie. Z mamą rozmawiał o świetnej przyszłości swego komisowego domu, który w silnej jego imaginacji miał już kompletne umeblowanie i nadkomplet urzędników. Ze starym rządcą mówił o gospodarstwie, a gospodyni odkrył jakiś sekret niezbędnie potrzebny do smażenia nelsońskich zrazów.
Z panną był jeszcze lepiej. Czytywał jej książki, układał bukiety, towarzyszył na przechadzkach, a nawet, co już sta-