Strona:PL Bolesław Prus - Nowele, opowiadania 01.djvu/009

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


BAL MASKOWY.

Kilkoletni pobyt wśród wiejskiego zacisza, kwaśne mleko i niczem nie zamącony spokój ducha — sprawiły to, że Tadzio, któremu z powodu zbyt (jak na wyrostka) bladej cery, kazano opuścić czwartą klasę, — dziś stał się bardzo ładnie uformowanym młodzieńcem. Jego oblicze walczyło o lepsze z ponsowym szlafrokiem ukochanego papy, struś mógłby mu pozazdrościć apetytu, a niedźwiedź snu; co zaś do karku, ten okazał się sklepionym tak szczęśliwie, że Tadzio nic z pewnością nie utraciłby z sympatji swych znajomych, gdyby zamiast wąskiego paryskiego krawacika, włożył na szyję naprzykład krakowskie chomonto.
Dla uzupełnienia edukacji jedynaka, który już znał na palcach wszystkie powiatowe jarmarki, rodzice postanowili wysłać go na karnawał do Warszawy. Szanowny ojciec dał mu osiemset rubli gotówką i swoje stare niedźwiedzie; dobra matka troskliwie zaopatrzyła go w garderobę i bieliznę, a kochająca ciotka, dla kompletu, ofiarowała mu tuzin skarpetek, przed miesiącem przywiezionych z Brodów. Żydzi miejscowi, przewidując, że artykuł ten dostanie się jakiemuś galicyjskiemu szlachcicowi, wyhaftowali na tej niezbędnej części męskiego ubrania hrabiowskie korony, co zobaczywszy, Tadzio postanowił sobie, że odtąd przestawać będzie tylko z takimi ludźmi, którzy ubiorem i znalezieniem się dowiodą, że mogą podobnie jak on, nosić skarpetki, a nawet koszule i chustki z hrabiowskiemi koronami.
Drobna ta napozór okoliczność sprawiła, że Tadzio, będąc pierwszy raz w teatrze, z całego mnóstwa osób, zapełniają-