Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom3.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Wokulski już nie mógł oprzeć się widzeniom; opanowały go, pożarły mu wolę, skrzywiły myśl i zatruły serce. Duch jego stracił wszelką samodzielność: rządziło nim lada wrażenie, odbijające się w tysiącznych, coraz posępniejszych, coraz boleśniejszych formach, jak echa w pustej budowli.
Znowu potknął się o kamień i ten nieznaczący fakt obudził w nim straszliwe medytacye.
Zdawało mu się, że kiedyś, kiedyś... on sam był kamieniem zimnym, ślepym, nieczułym.
A gdy leżał pyszny w swojej martwocie, której największe ziemskie kataklizmy nie zdołały ożywić, w nim czy nad nim, odezwał się głos zapytujący:
„Chcesz zostać człowiekiem?“
„Coto jest człowiek?... — odparł kamień.
„Chcesz widzieć, słyszeć, czuć?“...
„Coto jest czuć?“...
„Więc czy chcesz zaznać coś zupełnie nowego? Czy chcesz istnienia, które w jednej chwili doświadcza więcej, aniżeli wszystkie kamienie w ciągu miliona wieków?“
„Nie rozumiem — odparł kamień — ale mogę być wszystkiem.“
„A jeżeli — pytał głos nadnaturalny — po tym nowym bycie pozostanie ci wieczny żal?“...
„Coto jest żal... Mogę być wszystkiem.“
„Więc niech się stanie człowiek“ — odpowiedziano.