Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom3.djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

w Afganistanie, którzy, pod jenerałem Robertsem, weszli do Kabulu. Pewnie sos Kabul zdrożeje!.. Ale Roberts chwat; nie ma jednej ręki i pomimo to łupi afgańczyków, aż się wata sypie... Chociaż takich dzikusów walić nietrudno; lecz zobaczyłbym ja cię, panie Roberts, jakbyś ty sobie poczynał, mając sprawę z węgierską piechotą!...
Wokulski także miał po nowym roku batalią z tą spółką, którą założył do handlu z cesarstwem. Myślę, że jeszcze jedna sesya, a rozpędzi swoich wspólników na cztery wiatry. Cóżto za dziwni ludzie, choć wszystko inteligencya: przemysłowcy, kupcy, szlachta, hrabiowie! On im stworzył spółkę, a oni uważają go za wroga tej spółki i sobie tylko przypisują zasługę. On im daje 7 procent za pół roku, a ci, jeszcze się krzywią i chcieliby pozniżać pensye pracownikom.
A ci kochani pracownicy, za których ujada się Wokulski!... Co oni na niego wygadują, jak nazywają go wyzyskiwaczem (NB. w naszym interesie są największe pensye i gratyfikacye!).. A jak jedni pod drugimi kopią doły...
Ze smutkiem widzę, że od pewnego czasu, między naszymi ludźmi zaczynają kwitnąć nieznane przedtem obyczaje: mało robić, głośno narzekać, a pocichu snuć intrygi i puszczać plotki. Ale co mi tam do cudzych spraw...
A teraz, z nadzwyczajną szybkością, dokończę