Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom3.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Daję panu dziewięćdziesiąt dwa tysiące rubli i ani grosza więcej — odparł adwokat.
— Niech pan włoży futro, bo się pan zaziębi na dziedzińcu...
— Dziewięćdziesiąt pięć... — wtrącił adwokat i szybko zaczął się ubierać.
— No, żegnam pana... — rzeki Wokulski, otwierając drzwi.
Adwokat nisko ukłonił się i wyszedł, zza proga zaś dodał słodkim tonem:
— To ja tu przyjdę za parę dni. Może szanowny pan będzie lepiej dysponowany...
Stach zamknął mu drzwi pod nosem...
Po wizycie obrzydliwego adwokata, wiedziałem już co myśleć.
Pani baronowa zpewnością kupi kamienicę Stacha, ale pierwiej użyje wszelkich środków, ażeby coś utargować. Znam te środki! Jednym z nich był ów list anonimowy, w którym szkaluje panią Stawską, a o mnie mówi, że osiwiałem w rozpuście.
Skoro zaś kupi kamienicę, przedewszystkiem wypędzi z niej studentów, a zapewne i biedną panią Helenę... Gdybyż choć na tem ograniczyła swoję nienawiść...
Teraz już mogę opowiadać galopem wszystkie wypadki, które później nastąpiły.
Otóż, po wizycie tego adwokata, tknęło mnie złe przeczucie. Postanowiłem dziś jeszcze odwie-