Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

ścią i niedostatkiem. Dziwna bowiem jest natura ludzka: im mniej sami mamy skłonności do męczeństwa, tem natarczywiej żądamy go od bliźnich.
— Sprzedał się starej babie — mówili znajomi — ten nibyto Brutus!... Uczył się, awanturował się i... klap!....
W liczbie zaś najsurowszych sędziów znajdowali się dwaj odpaleni konkurenci pani Małgorzaty.
Stach jednakże bardzo prędko zamknął ludziom usta, ponieważ odrazu wziął się do roboty. Może w tydzień po ślubie, przyszedł o ósmej rano do sklepu, zajął przy biórku miejsce nieboszczyka Mincla i obsługiwał gości, rachował, wydawał resztę, jak gdyby był tylko płatnym subjektem.
Zrobił nawet więcej, bo już w drugim roku wszedł w stosunki z moskiewskimi kupcami, co bardzo korzystnie oddziałało na interesa. Mogę powiedzieć, że za jego rządów, potroiły się nasze obroty.
Odetchnąłem, widząc, że Wokulski nie myśli darmo jeść chleba; a i subjekci przestali się uśmiechać, przekonawszy się, że Stach w sklepie więcej pracuje niż oni i w dodatku — ma jeszcze niemałe obowiązki na górze. My, odpoczywaliśmy przynajmniej w święta; podczas gdy on nieborak, właśnie w święto, odrana musiał brać żonę pod pachę i maszerować — przed południem do kościoła, po południu — z wizytami, wieczorem do teatru.