Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom2.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Tem się zgubił — ciągnął Szuman. — Tysiąc centnarów śniegu, rozdzielonego na płatki, tylko przysypują ziemię, nie szkodząc najmniejszej trawce; ale sto centnarów śniegu, zbitych w jednę lawinę, burzy chałupy i zabija ludzi. Gdyby Wokulski kochał się przez całe życie, co tydzień w innej, wyglądałby jak pączek, miałby swobodną myśl i mógłby zrobić wiele dobrego na świecie. Ale on, jak skąpiec, gromadził kapitały sercowe, no, i widzimy skutek tej oszczędności... Miłość jest wtedy piękną, kiedy ma wdzięki motyla; ale gdy, po długim letargu, obudzi się jak tygrys, dziękuję za zabawę!... Co innego człowiek z dobrym apetytem, a co innego ten, któremu głód skręca wnętrzności...
Chmury podnosiły się coraz wyżej; zawróciliśmy prawie od rogatek. Pomyślałem, że Stach musi już być około Rudy Guzowskiej.
A doktor wciąż prawił, coraz mocniej rozgorączkowany, coraz gwałtowniej wywijając laską:
— Jest hygiena mieszkań i odzieży, hygiena pokarmów i pracy, których nie wypełniają klasy niższe i to jest powodem wielkiej śmiertelności między niemi, krótkiego życia i charlactwa. Ale jest również hygiena miłości, której nietylko nie przestrzegają, lecz poprostu gwałcą klasy inteligentne, i to stanowi jednę z przyczyn ich upadku. Hygiena woła: „jedz, kiedy masz apetyt!“ a wbrew niej