Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/423

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z kwadrans nie porozmawia. Dla osoby z towarzystwa ciekawą jest rozmowa z tego rodzaju ludźmi, a pannie Izabeli, chłopi naprzykład wydawali się nawet zabawnymi, swym odrębnym językiem i logiką.
Chociaż, kupiec galanteryjny, a do tego jeżdżący własnym powozem, nie musi być tak zabawny jak chłop...
Bądźcobądź, panna Izabela nie doznała przykrej niespodzianki, usłyszawszy pewnego dnia od prezesowej, że pojedzie z nią i z hraniną do Łazienek i — że zatrzyma Wokulskiego.
— Nudzimy się, niech więc nas bawi — mówiła staruszka.
Gdy zaś około pierwszej, wjeżdżając do łazienkowskiego parku, prezesowa, ze znaczącym uśmiechem rzekła do panny Izabeli:
— Mam przeczucie, że go tu gdzieś spotkamy...
Panna Izabela lekko zarumieniła się i postanowiła wcale nie rozmawiać z Wokulskim, a przynajmniej traktować go zgóry, ażeby sobie nic nie wyobrażał. O miłości naturalnie, w owem „wyobrażeniu sobie“ mowy być nie mogło. Panna Izabela jednak nie życzyła sobie nawet poufałej życzliwości.
„I ogień jest przyjemny, szczególniej w zimie — myślała — ale... w pewnem oddaleniu“.
Tymczasem Wokulskiego nie było w Łazienkach.