Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/345

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A po obiedzie pójdziemy obejrzeć konia?
— O naturalnie...
— Niech pan pisze kwit — rzekł Wokulski i wydobył pieniądze z biurka.
— Na ośmset?... naturalnie!... — mówił młody człowiek.
Szybko wziął papier i pióro i zaczął pisać. Wokulski zauważył, że młodzieńcowi trochę drżały ręce i twarz mu się mieniła.
Kwit był napisany według wszelkich form. Wokulski położył ośm sturublówek i schował papiery. W chwilę później młody człowiek, ciągle zmięszany, opuścił gabinet; zbiegając zaś ze schodów myślał:
„Podły jestem, tak, podły... Ale ostatecznie za kilka dni zwrócę babie dwieście rubli i powiem, że dołożył je Wokulski, poznawszy bliżej zalety konia. Oni przecież nie zetkną się, ani baron z żoną, ani ten... kupczyk z nimi... Kwit kazał sobie pisać... wyborny!... Jak to znać geszefciarza i parweniusza... O! strasznie jestem ukarany za moję lekkomyślność...
O jedenastej Wokulski wyszedł na ulicę, z zamiarem udania się do adwokata.
Ledwie jednak stanął przed bramą, wnet trzej dorożkarze, na widok jasnego paltota i białego kapelusza, współcześnie zacięli konie. Jeden wjechał drugiemu dyszlem w otwarty powóz, trzeci zaś, chcąc ich wyminąć, omało nie rozbił tragarza, niosącego ciężką szafę. Wszczął się hałas, bitwa na