Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/343

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dobrze, weź ten surdut.
— A reperaczyja?...
— O, głupi jesteś, nie nudź mnie... Każ zreperować, choć nie wiem co...
— Bo ja chciałbym, proszę pana, akszamitny kołmirz.
— Przyszyj sobie aksamitny kołnierz i idź do dyabła.
— Czałkiem beż potrzeby gniewa się pan, bo przecie to dla pańszkiego honoru, nie dla mego — odparł służący i wychodząc, trzasnął drzwiami.
Czuł, że jego pan jest w wyjątkowo dobrem usposobieniu.
Ubrawszy się, Wokulski usiadł do rachunków, pijąc przytem czystą herbatę. Po ukończeniu ich, napisał depeszę do Moskwy o asygnącyą na sto tysięcy rubli i drugą do agenta w Wiedniu, ażeby wstrzymał pewne obstalunki.
Na kilka minut przed dziesiątą wszedł Maruszewicz. Młody człowiek wydawał się jeszcze bardziej zniszczonym i onieśmielonym, aniżeli wczoraj.
— Pozwoli pan — odezwał się Maruszewicz po kilku słowach powitania — że odrazu położę karty na stół... Chodzi o oryginalną propozycyą...
— Słucham, najoryginalniejszej...
— Pani baronowa Krzeszowska (jestem przyjacielem obojga baronowstwa) — mówił zniszczony młodzieniec — pragnie zbyć klacz wyścigową. Zaraz pomyślałem, że pan, przy swoich stosunkach,