Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/329

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W zeszłym roku... Dziś mam czterdziesty szósty rok...
— A zatem ja, do kompletnego ochłodzenia się mam jeszcze przeszło piętnaście lat... To mi trochę dodaje odwagi... — rzekł, jakby do siebie, Ochocki.
I znowu po chwili dodał:
— To jedno pytanie, a teraz drugie, ale — nie obraź się pan. W którym roku życia zaczynają mężczyznie... obojętnieć kobiety?...
Drugi cios. Był moment, że Wokulski chciał schwycić młodzieńca za gardło i udusić. Upamiętał się jednak i odparł ze słabym uśmiechem:
— Myślę, że one nigdy nie obojętnieją... Owszem, coraz wydają się droższemi...
— Źle! — szepnął Ochocki. — Ha, zobaczymy, kto mocniejszy.
— Kobiety, panie Ochocki.
— Jak dla kogo, panie — odpowiedział młody człowiek, wpadając znowu w zamyślenie.
I zaczął mówić, jakby do siebie:
— Kobiety, ważna rzecz. Kochałem się już, zaraz, ileżto?... Cztery... sześć... ze siedm, tak, siedm razy... Zabiera to dużo czasu i napędza desperackie myśli... Głupia rzecz, miłość... Poznajesz, kochasz, cierpisz... Potem jesteś znudzony, albo zdradzony... Tak, dwa razy byłem znudzony, a pięć razy zdradzony... Potem znajdujesz nową kobietę, doskonalszą od innych — a potem ona