Przejdź do zawartości

Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — A zatem — mówił — szanowni panowie, w zasadzie przystępujemy do spółki, proponowanej przez pana Wokulskiego. Interes wydaje się bardzo dobrym, a obecnie chodzi tylko o bliższe szczegóły i spisanie aktu. Zapraszam więc panów, chcących zostać uczestnikami, do mnie, na jutro, o dziewiątej wieczorem...
 — Będę u ciebie, kochany hrabio, jak Boga kocham — odezwał się otyły marszałek — i może jeszcze przyprowadzę ci z paru litwinów; no, ale powiedz, dlaczegóż to my mamy zawiązywać spółki kupieckie?... Niechby już sami kupcy...
 — Choćby dlatego — odparł hrabia gorąco — ażeby nie mówiono, że nic nie robimy, tylko obcinamy kupony...
 Książe poprosił o głos.
 — Zresztą — rzekł — mamy na widoku jeszcze dwie spółki: do handlu zbożem i — okowitą. Kto nie zechce należeć do jednej, może należeć do drugiej... Nadto zaś prosimy szanownego pana Wokulskiego, ażeby w innych naszych naradach chciał przyjąć udział...
 — Tek!... — wtrącił hrabia-anglik.
 — I z właściwym mu talentem raczył oświetlać kwestye — dokończył adwokat.

 — Wątpię, czy przydam się panom na co — odparł Wokulski. — Miałem wprawdzie do czynienia ze zbożem i okowitą, ale w wyjątkowych warunkach. Chodziło o duże ilości i pośpiech, nie