Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/291

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nic dziwnego — przerwał doktor. — Stopiło się w nim dwu ludzi: romantyk zprzed roku sześćdziesiątego i pozytywista z siedmdziesiątego. To co dla patrzących jest sprzeczne, w nim samym jest najzupełniej konsekwentne.
— A czy nie wplątał się w jakie nowe historye?... — spytałem.
— Nic nie wiem — odparł sucho Szuman.
Umilkłem i dopiero po chwili spytałem znowu:
— Cóż z nim jednak w rezultacie będzie?...
Szuman podniósł brwi i splótł ręce.
— Będzie źle — odparł. — Tacy ludzie, jak on, albo wszystko naginają do siebie, albo, trafiwszy na wielką przeszkodę, rozbijają sobie łeb o nią. Dotychczas wiodło mu się, ale... niema przecie człowieka, któryby w życiu wygrywał same dobre losy...
— Więc?... — spytałem.
— Więc możemy zobaczyć tragedyą — zakończył Szuman. Wypił szklankę herbaty z cytryną i poszedł do siebie.
Całą noc spać nie mogłem. Takie straszne zapowiedzi w dzień tryumfu...
Eh! stary Pan Bóg więcej wie od Szumana; a on chyba nie pozwoli zmarnować się Stachowi...“