Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/268

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czarny stół... A pod ścianą, naprzeciw, moje żelazne łóżko, dubeltówka i pudło z gitarą...
— Jakto — pytam — więc mnie już przenieśli?...
— Tak — odpowiada Staś — przenieśli ci każdy ćwieczek, nawet płachtę dla Ira.
Może to się wyda komu śmiesznem, ale ja miałem łzy w oczach... Patrzyłem na jego surową twarz, smutne oczy i prawie nie mogłem wyobrazić sobie, że ten człowiek jest tak domyślny i posiada taką delikatność uczuć. Bo żebym mu choć wspomniał o tem... On sam odgadł, że mogę tęsknić za dawną siedzibą i sam czuwał nad przeprowadzeniem moich gratów.
Szczęśliwa byłaby kobieta, z którąby on się ożenił, (mam nawet dla niego partyą...); ale on się chyba nie ożeni. Jakieś dzikie myśli snują mu się po głowie, ale nie o małżeństwie niestety!... Ileto już poważnych osób przychodziło do naszego sklepu, niby za sprawunkami, a naprawdę w swaty do Stasia i — wszystko na nic.
Taka pani Szperlingowa ma ze sto tysięcy rubli gotowizną i dystylarnią. Czego ona już nie kupiła u nas, a wszystko dlatego, ażeby mnie zapytać:
— Cóż, nie żeni się pan Wokulski?
— Nie, pani dobrodziejko...
— Szkoda! — mówi pani Szperlingowa, wzdychając. — Piękny sklep, duży majątek, ale — wszystko to rozejdzie się... bez gospodyni. Gdy-