Przejdź do zawartości

Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — Mówię o młynach — ciągnął Wokulski. — Za parę lat będziemy sprowadzali nawet mąkę, bo nasi młynarze nie chcą zastąpić kamieni — walcami.
 — Pierwszy raz słyszę?... Siądźmy tu — mówił książe, ciągnąc go do obszernej framugi — i opowiedz pan, co to znaczy?
 W salonach tymczasem rozmawiano.
 — Jakaś zagadkowa figura ten pan — mówiła po francusku dama w brylantach, do damy w strusiem piórze. — Pierwszy raz widziałam prezesową płaczącą.
 — Naturalnie historya miłosna — odpowiedziała dama z piórem. — W każdym razie zrobił ktoś złośliwego figla hrabinie i prezesowej, wprowadzając tego jegomościa.
 — Przypuszczasz pani, że...
 — Jestem pewna — odparła, wzruszając ramionami. — Niech pani wreszcie spojrzy na niego. Maniery bardzo złe, ale cóżto za fizyognomia, jaka duma!... Szlachetnej rasy nie ukryje się nawet pod łachmanami.
 — Zadziwiające!... — mówiła dama w brylantach. — Bo i ten jego majątek, jakoby zrobiony w Bułgaryi...
 — Naturalnie. To zarazem tłómaczy: dlaczego prezesowa, pomimo bogactw, tak mało wydaje na siebie.

 — I książe bardzo na niego łaskaw...