Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/181

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    kulski poczuł, jak ustępuje mu z serca niechęć do Mraczewskiego.
    — Nie o przekonania chodziło, pani hrabino — odezwał się — ale o nietaktowne uwagi o osobach, które odwiedzają nasz magazyn.
    — Może te osoby same postępują nietaktownie — wtrąciła panna Izabela.
    — Im wolno, one za to płacą — odpowiedział spokojnie Wokulski. — Nam nie.
    Silny rumieniec wystąpił na twarz panny Izabeli. Wzięła książkę i zaczęła czytać.
    — Ale swoją drogą dasz się ubłagać, panie Wokulski — rzekła hrabina. — Znam matkę tego chłopca i wierz mi, że przykro patrzeć na jej rozpacz...
    Wokulski zamyślił się.
    — Dobrze — odpowiedział — dam mu posadę, ale w Moskwie.
    — A jego biedna matka?... — zapytała hrabina tonem proszącym.
    — Więc podwyższę mu o dwieście... o trzysta rubli pensyą — odparł.
    W tej chwili zbliżyło się do stołu kilkoro dzieci, którym hrabina zaczęła rozdawać obrazki. Wokulski wstał z fotelu i, aby nie przeszkadzać pobożnym zajęciom, przeszedł na stronę panny Izabeli.
    Panna Izabela podniosła oczy od książki i dziwnym wzrokiem patrząc na Wokulskiego, spytała:
    — Pan nigdy nie cofa swoich postanowień?