Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rzecki nalał jej wodę z karafki i podał z oznakami współczucia.
— Pani dobrodziejce słabo?... Możeby doktora...
— Już mi lepiej — odparła.
Baron oglądał spinki, ostetacyjnie odwracając się tyłem do damy.
— A może, czy nie sądzi pan, byłyby lepsze spinki w formie podków? — pytał Mraczewskiego.
— Myślę, że panu baronowi potrzebne są i te i te. Sportsmeni noszą tylko oznaki sportsmeńskie, ale lubią odmianę.
— Powiedz mi pan — odezwała się nagle dama do Klejna — naco podkowy ludziom, którzy nie mają zaco utrzymywać koni?...
— Otóż proszę pana — mówił baron — wybrać mi jeszcze parę drobiazgów w formie podkowy...
— Możeby popielniczkę? — zapytał Mraczewski.
— Dobrze, popielniczkę — odparł baron.
— Może gustowny kałamarz z siodłem, dżokiejką, spicrutą?...
— Proszę o gustowny kałamarz, z siodłem i dżokiejką...
— Powiedz mi pan — mówiła dama do Klejna podniesionym głosem — czy wam nie wstyd zwozić tak kosztowne drobiazgi, kiedy kraj jest zrujnowany?... Czy nie wstyd kupować konie wyścigowe...