Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cza w społeczeństwie; tam wszystko doskonali się i występuje na wyższe szczeble. Owszem, tam nawet ci wyżsi przyciągają do siebie nowe siły. Lecz u nas, wyższa warstwa zakrzepła, jak woda na mrozie i nietylko wytworzyła osobny gatunek, który nie łączy się zresztą, ma do niej wstręt fizyczny, ale jeszcze własną martwotą krępuje wszelki ruch zdołu. Co się tu łudzić: ona i ja, to dwa różne gatunki istot, naprawdę jak motyl i robak. Mam dla jej skrzydeł opuszczać swoję norę i innych robaków?... To są moi — ci, którzy leżą tam na śmietniku i może dlatego są nędzni, a będą jeszcze nędzniejsi, że ja chcę wydawać po trzydzieści tysięcy rubli rocznie na zabawę w motyla. Głupi handlarzu, podły człowieku!...
Trzydzieści tysięcy rubli znaczą tyle, co sześćdziesiąt drobnych warsztatów, albo sklepików, z których żyją całe rodziny. I to ja, mam byt ich zniszczyć, wyssać z nich ludzkie dusze i wypędzić na ten śmietnik?...
No, dobrze, ale gdyby nie ona, czy miałbym dziś majątek?... Kto wie, co się stanie ze mną i z temi pieniędzmi bez niej? Może właśnie dopiero przy niej nabiorą one twórczych własności; może choć kilkanaście rodzin z nich skorzysta?...“
Wokulski odwrócił się i nagle zobaczył na ziemi swój własny cień. Potem przypomniał sobie, że ten cień chodzi przed nim, za nim, albo obok niego, zawsze i wszędzie, jak myśl o tamtej kobiecie, cho-