Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzone i wychowane na tym śmietniku, z matki okrytej wysypką i beznosego ojca!...
Moje dzieci byłyby inne; po niej wzięłyby piękność, po mnie siłę... No, ale ich nie będzie. W tym kraju tylko choroba, nędza i zbrodnia znajdują weselne łożnice; nawet przytułki dla potomstwa.
Strach, co się tu stanie za kilka generacyj... A przecie jest proste lekarstwo: praca obowiązkowa — słusznie wynagradzana. Ona jedna może wzmocnić lepsze indywidua, a bez krzyku wytępić złe i... mielibyśmy ludność dzielną, jak dziś mamy zagłodzoną lub chorą“.
A potem, niewiadomo z jakiej racyi pomyślał:
„Cóż z tego, że trochę kokietuje?... Kokieteterya u kobiet, jest jak barwa i zapach u kwiatów. Taka już ich natura, że każdemu chcą się podobać, nawet Mraczewskim...
Dla wszystkich kokieterya, a dla mnie: „zapłać temu panu!...“ Może ona myśli, że ja oszukałem ich na kupnie srebra?... To byłoby kapitalne!“
Nad samym brzegiem Wisły leżał stos belek. Wokulski uczuł znużenie, siadł i patrzył. W spokojnej powierzchni wody odbijała się Saska Kępa już zieleniejąca i pragskie domy z czerwonemi dachami; na środku rzeki stała nieruchoma berlinka. Nie większym wydawał się ten okręt, który, ze-