Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiecznie głodnemi dziećmi, których największą zaletą jest wczesna śmierć.
Tu nie poradzi jednostka z inicyatywą, bo wszystko sprzysięgło się, ażeby ją spętać i zużyć w pustej walce — o nic“.
Potem w wielkich konturach przyszła mu na myśl jego własna historya. Kiedy dzieckiem będąc łaknął wiedzy — oddano go do sklepu z restauracyą. Kiedy zabijał się nocną pracą, będąc subjektem — wszyscy szydzili z niego zacząwszy od kuchcików, skończywszy na upijającej się w sklepie inteligencyi. Kiedy nareszcie dostał się do uniwersytetu — prześladowano go porcyami, które niedawno podawał gościom.
„Handel — mówiono mu — to taki piękny kawałek chleba, w tak ciężkich czasach!“
No i wrócił do handlu, a wtedy zawołano, że się sprzedał i żyje na łasce żony, z pracy Minclów.
Traf zdarzył, iż po kilku latach żona umarła, zostawiając mu dość spory majątek. Pochowawszy ją, Wokulski odsunął się nieco od sklepu, a znowu zbliżył się do książek. I może z galanteryjnego kupca zostałby na dobre uczonym przyrodnikiem, gdyby znalazłszy się raz w teatrze, nie zobaczył panny Izabeli.
Siedziała w loży z ojcem i panną Florentyną, ubrana w białą suknię. Nie patrzała na scenę, która w tej chwili skupiała uwagę wszystkich, ale gdzieś