Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VII.
Gołąb wychodzi na spotkanie węża.

Serwis i srebra familii Łęckich, były już sprzedane i nawet jubiler odniósł panu Tomaszowi pieniądze, strąciwszy dla siebie sto kilkadziesiąt rubli składowego i za pośrednictwo. Mimo to, hrabina Karolowa nie przestała kochać panny Izabeli; owszem — jej energia i poświęcenie, okazane przy sprzedaży pamiątek, zbudziły w sercu starej damy nowe źródło uczuć rodzinnych. Nietylko uprosiła pannę Izabelę o przyjęcie pięknego kostiumu, nietylko codzień bywała u niej, albo ją wzywała do siebie, ale jeszcze (co było dowodem niesłychanej łaski), na całą Wielką środę ofiarowała jej swój powóz.
— Przejedź się, aniołku, po mieście — mówiła hrabina, całując siostrzenicę — i pozałatwiaj drobne sprawunki. Tylko pamiętaj, żebyś mi za to w czasie kwesty wyglądała ślicznie... Tak ślicznie, jak to tylko ty potrafisz!... Proszę cię...
Panna Izabela nie odpowiedziała nic, ale jej spojrzenie i rumieniec kazały domyślać się, że z całą gotowością spełni wolę ciotki.
W Wielką środę, punkt o jedenastej rano, panna Izabela już siedziała w otwartym powozie, wraz ze swoją nieodstępną towarzyszką, panną Florentyną. Po alei chodziły wiosenne powiewy,