Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


miał, z jakiego źródła czerpie je dziś?... Jeżeli ona odda serwis i srebra ciotce, może stracić okazyą do korzystnego pozbycia się ich, a jeżeli sprzeda za pięć tysięcy, pamiątki te naprawdę mogą dostać się w niewłaściwe ręce, jak pisała hrabina.
Nagle przerwał się ten bieg myśli: bystre jej ucho usłyszało w dalszych pokojach szmer. Było to męskie stąpanie, miarowe, spokojne. W salonie stłumił je nieco dywan, w pokoju jadalnym wzmocniło się, w jej sypialni przycichło, jakby ktoś szedł na palcach.
— Proszę papo — odezwała się panna Izabela, usłyszawszy pukanie do swych drzwi.
Wszedł pan Tomasz. Ona podniosła się z szeslonga, ale ojciec nie pozwolił na to. Objął ją w ramiona, ucałował w głowę i za nim usiadł przy niej, rzucił okiem w duże lustro na ścianie. Zobaczył tam swoję piękną twarz, siwe wąsy, swój ciemny żakiet bez zarzutu, gładkie spodnie, jakby dopieroco wyszły od krawca, i uznał, że wszystko jest dobrze.
— Słyszę — rzekł do córki, uśmiechając się — że panienka odbiera korespondencye, które jej psują humor.
— Ach papo, gdybyś wiedział jakim tonem przemawia ciotka...
— Zapewne tonem osoby chorej na nerwy. Za to nie możesz mieć do niej żalu.
— Gdyby tylko żal. Ja boję się, że ona ma