Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Cóż za nikczemność! — szepnęła panna Izabela. — Ale — mniejsza o nią... Na pokrycie paru tysięcy rubli wystarczy mój serwis i srebra.
— Są one warte bez porównania więcej, ale — kto dziś kupi rzeczy tak kosztowne?
— W każdym razie spróbuję — mówiła rozgorączkowana panna Izabela. — Poproszę panią Meliton, ona mi to ułatwi...
— Zastanów się jednak, czy nie szkoda tak pięknych pamiątek.
Panna Izabela roześmiała się.
— Ach, ciociu... Więc mam wahać się pomiędzy sprzedaniem siebie i serwisu?... Bo na to, ażeby zabierano nam meble, nigdy nie pozwolę... Ach ta Krzeszowska... to wykupywanie wyksli... co za ohyda!
— No, możeto jeszcze nie ona.
— Więc chyba znalazł się jakiś nowy nieprzyjaciel, gorszy od niej.
— Możeto ciotka Honorata — uspakajała ją hrabina — czy ja wiem? Może chce dopomódz Tomaszowi, ale zawieszając nad nim groźbę. Lecz bądź zdrowa, moje kochane dziecię, adieu...
Na tem skończyła się rozmowa, w języku polskim, gęsto ozdobionym francuzczyzną, co robiło go podobnym do ludzkiej twarzy, okrytej wysypką.