Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z płomieni na piątem piętrze, dostał legią honorową; inny raz był wielkim rysownikiem, który przytłaczał świat bogactwem swojej fantazyi, a inny raz weneckim gondolierem, albo cyrkowym atletą nadzwyczajnej urody i siły.
Każdy z tych ludzi, przez pewien czas zaprzątał tajemne myśli panny Izabeli, każdemu poświęcała najcichsze westchnienia, rozumiejąc, że dla tych, czy innych powodów, kochać go nie może i — każdy z nich za sprawą bóstwa ukazywał się w jego postaci, wpółrzeczywistych marzeniach. A od tych widzeń oczy panny Izabeli przybrały nowy wyraz — jakiegoś nadziemskiego zamyślenia. Niekiedy spoglądały one gdzieś ponad ludzi i poza świat; a gdy jeszcze jej popielate włosy na czole ułożyły się tak dziwnie, jakby je rozwiał tajemniczy podmuch, patrzącym zdawało się, że widzą anioła, albo świętą.
Przed rokiem w jednej z takich chwil, zobaczył pannę Izabelę Wokulski. Odtąd serce jego nie zaznało spokoju.
Prawie w tym samym czasie pan Tomasz zerwał z towarzystwem i na znak swoich rewolucyjnych usposobień, zapisał się do resursy kupieckiej. Tam z pomiatanymi niegdyś garbarzami, szczotkarzami i dystylatorami grywał w wista, głosząc naprawo i nalewo, że arystokracya nie powinna zasklepiać się w wyłączności, ale przodować oświeconemu mieszczaństwu, a przez nie narodowi. Za