Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dwa pylony, to dwie dłonie wzniesione ku niebu. Dwa mury, opasujące dziedziniec — to dwa ramiona. Sala „kolumn, czyli niebiańska“ — to głowa; komnaty: „boskiego objawienia“ i „stołów ofiarnych,“ to piersi, a tajemny przybytek boga — to serce pobożnego Egipcjanina.
Nasza świątynia uczy nas, jakimi być powinniśmy.
— Miej dłonie potężne, jak pylony — mówi do nas — a ramiona silne, jak mury. Miej w głowie rozum tak obszerny i bogaty, jak przysionek świątyni, duszę czystą, jak komnaty „objawienia“ i „ofiar,“ a w sercu miej boga — o, Egipcjaninie!...
Zaś asyryjskie gmachy przemawiają do swego ludu:
— Wspinaj się nad ludzi, Asyryjczyku, zadzieraj głowę wyżej, niż inni!... Nie zdziałasz nic wielkiego na świecie, ale przynajmniej zostawisz wiele gruzów...
Miałżebyś, panie, odwagę — zakończył arcykapłan — wznosić u nas budowle asyryjskie, naśladować naród, którym Egipt brzydzi się i pogardza?...
Ramzes się zamyślił. Pomimo wykładu Sema, i teraz sądził, że jednak pałace asyryjskie są piękniejsze od egipskich. Ale tak nienawidził Asyryjczyków, że jego serce poczęło się chwiać.
— W takim razie — odparł — zaczekam z budową świątyni i mego grobu. Wy zaś, mędrcy, którzy jesteście mi życzliwi, obmyślcie plany takich gmachów, któreby imię moje przekazały najdalszym pokoleniom.
„Nadludzka duma wypełnia duszę tego młodzieńca!...“ — rzekł do siebie arcykapłan i smutny pożegnał faraona.