Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 03.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szczony ogon, na wierzchu powycinany, jak grzebień koguci; dodaj bardzo długą szyję, a na niej — psią głowę. Nareszcie ubierz tego potwora w zbroję, pokrytą na grzbiecie zagiętemi kolcami...
Teraz pomyśl, że figura ta stoi na nogach, rękoma i piersiami oparta o skałę...
— Coś bardzo brzydkiego — wtrącił faraon. — Zarazbym to zabił...
— To nie było brzydkie — mówił kapłan, wstrząsając się. — Bo pomyśl, panie, że ten potwór był wysoki, jak obelisk...
Ramzes XIII-ty zrobił gest niezadowolenia.
— Samentu — rzekł — zdaje mi się, żeś twoje pieczary zwiedzał we śnie...
— Przysięgam ci, panie, na życie moich dzieci — zawołał kapłan — że mówię prawdę!... Tak jest, ten potwór w skórze gada, okryty kolczastą zbroją, gdyby leżał na ziemi, miałby wraz z ogonem z pięćdziesiąt kroków długości... Pomimo trwogi i odrazy, kilkakrotnie wracałem do jego jaskini i obejrzałem go jak najuważniej...
— Więc on żył?
— Nie. To już był trup, bardzo dawny, ale tak zachowany, jak nasze mumje... Utrzymała go wielka suchość powietrza, a może nieznane mi sole ziemi.
Było to moje ostatnie odkrycie — ciągnął Samentu. — Nie wchodziłem już do jaskiń, alem dużo rozmyślał. Ozyrys — mówiłem — tworzy wielkie istoty: lwy, słonie, konie... zaś Set rodzi węża, nietoperza, krokodyla... Potwór, którego spotkałem, jest na pewno tworem Seta; a ponieważ przerasta wszystko, co znamy pod słońcem, więc Set jest mocniejszym bogiem, aniżeli Ozyrys.
Wówczas nawróciłem się do Seta, a przyjechawszy do Egiptu, osiadłem w jego świątyni. Gdym zaś opowiedział ka-