Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/309

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ROZDZIAŁ XXIV.

O wschodzie słońca dwudziestego pierwszego Hator, do obozu nad Sodowemi Jeziorami przyszedł z Memfisu rozkaz, według którego trzy pułki miały maszerować do Libji i stanąć załogami w miastach, reszta zaś armji egipskiej wraz z księciem, miała wrócić do domu.
Wojska okrzykami radości powitały to rozporządzenie; kilkudniowy bowiem pobyt w pustyni już zaczynał im dokuczać. Pomimo dowozów i z Egiptu, i z upokorzonej Libji, nie było nadmiaru żywności; woda w studniach, naprędce wykopanych, wyczerpała się; żar słoneczny wypalał ciała, a rudy piasek raził płuca i oczy. Żołnierze poczęli chorować na dysenterję i złośliwe zapalenie powiek.
Ramzes kazał zwinąć obóz. Trzy pułki rodowitych Egipcjan wyprawił do Libji, zalecając żołnierzom, aby łagodnie traktowali mieszkańców i nigdy nie włóczyli się pojedyńczo. Właściwą zaś armję skierował do Memfisu, zostawiając małą załogę w forteczce i hutach szklanych.
O dziewiątej rano, mimo spiekoty, oba wojska były już w drodze; jedni na północ, drudzy na południe.
Wówczas zbliżył się do następcy święty Mentezufis i oświadczył:
— Byłoby dobrze, gdybyś wasza dostojność mógł wcześniej dojechać do Memfisu. W połowie drogi będą świeże konie...
— Więc mój ojciec jest ciężko chory?... — zawołał Ramzes.