Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Więc nie bogowie wróżyli mi, że rychło zostanę faraonem, ale przyszła wiadomość z Memfisu i kapłani oszukali mnie w kaplicy. A jeżeli kłamali w jednem, kto zaręczy, że i te widoki pustyni, ukazywane na ścianie, nie były także oszustwem?..
Ponieważ książę ciągle milczał, co przypisywano jego smutkowi z powodu choroby faraona, a jenerałowie także nie śmieli odzywać się po stanowczych słowach Mentezufisa, więc radę wojenną ukończono. Zapadło jednomyślne postanowienie, ażeby wziąć jak największą daninę z Libijczyków, posłać im egipską załogę i — przerwać wojnę.
Teraz już wszyscy spodziewali się, że faraon umrze. Egipt zaś, aby sprawić władcy przystojny pogrzeb, potrzebował głębokiego spokoju.
Opuściwszy namiot rady wojennej, książę spytał Mentezufisa:
— Dzielny Patrokles zgasł tej nocy: czy święci mężowie myślicie uczcić jego zwłoki?
— Był to barbarzyńca i wielki grzesznik — odparł kapłan. — Tak znakomite jednak oddał usługi Egiptowi, że należy zapewnić mu życie za grobem. Jeżeli więc pozwolisz wasza dostojność, dziś jeszcze odeszlemy ciało tego męża do Memfisu, ażeby zrobić jego mumję i odwieźć ją na wieczne mieszkanie do Tebów między królewskie przybytki.
Książę zgodził się z ochotą, ale podejrzenia jego wzrosły.
„Wczoraj — myślał — Mentezufis gromił mnie, jak leniwego ucznia, i jeszcze łaska bogów! że nie obił mi grzbietu kijem; a dziś przemawia do mnie, jak posłuszny syn do ojca i prawie pada na brzuch swój. Nie jestże to znakiem, że do namiotu mego zbliża się władza, tudzież godzina rachunku?...“
Tak rozmyślając, książę wzrastał w dumę, a serce jego wypełniał coraz silniejszy gniew przeciw kapłanom. Gniew tem gorszy, że cichy jak skorpjon, który, ukrywszy się w piasku, jadowitem żądłem kaleczy nieostrożną nogę.