Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Znowu stanął, znowu posunął się i zaczął iść powoli, bardzo powoli, ale naprzód...
Wrzawa kotłowała się tak straszna, że nie można było zorjentować się co oznacza: gniew, triumf czy klęskę.
Wtem prawe skrzydło zaczęło w dziwaczny sposób wyginać się i cofać. Poza niem ukazał się nowy tuman kurzu. Jednocześnie nadbiegł konno Pentuer i zawołał:
— Patrokles zajmuje tyły Libijczykom!...
Zamęt na prawem skrzydle powiększał się i zbliżał ku środkowi pola walki. Było widoczne, że Libijczycy zaczynają się cofać i że popłoch ogarnia nawet główną kolumnę.
Cały sztab księcia, wzburzony, rozgorączkowany, śledził ruchy żółtego pyłu. Po kilku minutach niepokój odbił się i na lewem skrzydle. Tam już Libijczycy zaczęli uciekać.
— Niech nie zobaczę jutro słońca, jeżeli to nie jest zwycięstwo!... — zawołał stary oficer.
Przyleciał goniec od kapłanów, którzy z najwyższego pagórka śledzili przebieg bitwy i doniósł, że na lewem skrzydle widać szeregi Mentezufisa i że Libijczycy są z trzech stron otoczeni.
— Uciekaliby już, jak łanie — mówił zadyszany poseł — gdyby nie przeszkadzały im piaski.
— Zwycięstwo!... Żyj wiecznie, wodzu!... — krzyknął Pentuer.
Było dopiero po drugiej.
Azjatyccy jeźdźcy zaczęli wrzaskliwie śpiewać i puszczać wgórę strzały na cześć księcia. Sztabowi oficerowie zsiedli z koni, rzucili się do rąk i nóg następcy, wreszcie zdjęli go z siodła i podnieśli wgórę, wołając:
— Oto wódz potężny!... Zdeptał nieprzyjaciół Egiptu!... Amon jest po jego prawej i po lewej ręce, więc któż mu się oprze?...
Tymczasem Libijczycy, wciąż cofając się, weszli na południowe pagórki piaszczyste, a za nimi Egipcjanie. Teraz co