Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzek i strumieni, dalej równinę, a wśród niej jezioro z powyginaną linją brzegów i dnem zaklęsłem.
Ale na tych równinach i wzgórzach nie rośnie ani źdźbło trawy, w jeziorze niema kropli wody, korytem rzeki nie płynie nic. Jest to krajobraz, nawet bardzo urozmaicony pod względem form ziemi, ale krajobraz, z którego wszystka woda uciekła, najmniejsza wilgoć wyschła, krajobraz martwy, gdzie nietylko wyginęła wszelka roślinność, ale nawet urodzajna warstwa gruntu roztarła się w pył lub wsiąkła w opokę.
W tych miejscach trafił się wypadek najokropniejszy, o jakim można pomyśleć: natura skonała, został z niej tylko szkielet i prochy, które do reszty rozkłada upał i z miejsca na miejsce przerzuca wiatr gorący.
Za tym zmarłym a niepochowanym lądem ciągnie się znowu morze piasku, na którem tu i owdzie widać śpiczaste stożki, wznoszące się niekiedy na piętro wysokości. Każdy szczyt takiego pagórka kończy się pęczkiem listków szarych, zapylonych, o których trudno powiedzieć, że żyją; one tylko nie mogą zwiędnąć.
Dziwaczny stożek oznacza, że w tem miejscu woda jeszcze nie wyschła, ale przed spiekotą skryła się pod ziemię i jako tako podtrzymuje wilgoć gruntu. Na to miejsce upadło nasienie tamaryndusa i z wielkim trudem poczęła wzrastać roślina.
Lecz władca pustyni, Tyfon, dostrzegł ją i zwolna począł zasypywać piaskiem. A im więcej roślinka pnie się wgórę, tem wyżej podnosi się stożek duszącego ją piasku. Zabłąkany w pustyni tamaryndus wygląda jak topielec, napróżno wyciągający dłonie do nieba.
I znowu rozwala się nieskończone żółte morze, ze swemi falami piasku i nie mogącemi skonać rozbitkami świata roślinnego. Nagle ukazuje się skalista ściana, w niej szczeliny, niby bramy...
Rzecz nie do uwierzenia! Poza jedną z tych bram widać rozległą dolinę barwy zielonej, mnóstwo palm, błękitne wody