Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Młodzik ten drwi z bogów i cudów, wchodzi do obcych świątyń, buntuje lud... To nie są małe rzeczy!... — mówił z goryczą Mefres, który nie mógł zapomnieć Ramzesowi, że w grubjański sposób zażartował z jego pobożnych praktyk.
Arcykapłan Sem lubił Ramzesa, więc odparł z dobrotliwym uśmiechem:
— Który chłop w Egipcie nie radby mieć niewolnika, ażeby wyrzec się swojej ciężkiej pracy dla słodkiego próżnowania?
A czy jest na świecie człowiek, któryby nie marzył o niepłaceniu podatków? Za to bowiem, co płaci skarbowi, jego żona, on sam i dzieci, mogliby sprawić sobie ozdobną odzież i użyć rozmaitych przyjemności.
— Próżniactwo i nadmierne wydatki psują człowieka — odezwał się Mentezufis.
— Który żołnierz — ciągnął Sem — nie chciałby wojny i nie pożądał tysiąca drachm zysku, a nawet i więcej?
Dalej, pytam was, ojcowie: który faraon, który nomarcha, który szlachcic chętnie płaci zaciągnięte długi i nie spogląda krzywem okiem na bogactwa świątyń?...
— Bezbożna to pożądliwość! — szepnął Mefres.
— A nareszcie — mówił Sem — który następca tronu nie marzył o ograniczeniu powagi kapłanów? który faraon, w początkach panowania, nie chciał otrząsnąć się z pod wpływu najwyższej rady?
— Słowa twoje są pełne mądrości — rzekł Mefres — ale do czego one mogą nas doprowadzić?
— Do tego, abyście nie oskarżali następcy przed najwyższą radą. Bo przecie niema sądu, który potępiłby księcia za to, że chłopi radziby nie płacić podatków, albo że żołnierze chcą wojny. Owszem, was mogłaby spotkać wymówka. Bo gdybyście dzień po dniu śledzili księcia i hamowali jego drobne wybryki, nie byłoby dziś piramidy oskarżeń, w dodatku — na niczem nie opartych.
W podobnych sprawach nie to jest złem, że ludzie mają