Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ROZDZIAŁ XV.

Już i między ludem miasta Pi-Bast zaczęły rozchodzić się groźne wieści o Libijczykach. Opowiadano, że rozpuszczeni przez kapłanów żołnierze barbarzyńcy, wracając do swej ojczyzny, z początku żebrali, potem kradli, a wkońcu zaczęli rabować i palić wsie egipskie, mordując przytem mieszkańców.
W ten sposób, w ciągu kilku dni, były napadnięte i zniszczone miasta: Chinensu, Pimat i Kasa na południe od jeziora Moeris. W ten sposób zginęła karawana kupców i pielgrzymów egipskich, wracających z oazy Uit-Mehe. Cała zachodnia granica państwa była w niebezpieczeństwie, a nawet z Teremethis zaczęli uciekać mieszkańcy. I w tamtej bowiem okolicy, od strony morza, ukazały się bandy libijskie, jakoby wysłane przez groźnego wodza Musawasę, który podobno w całej pustyni miał ogłosić świętą wojnę przeciw Egiptowi.
To też, jeżeli którego wieczora zachodni pas nieba czerwienił się zbyt długo, na mieszkańców Pi-Bast padała trwoga. Ludzie gromadzili się po ulicach, niektórzy wchodzili na płaskie duchy lub wdrapywali się na drzewa i stamtąd ogłaszali, że — widzą pożar w Menuf albo w Sechem. Byli nawet i tacy, którzy mimo zmroku dostrzegali uciekających mieszkańców, albo libijskie bandy, maszerujące w kierunku Pi-Bast, długiemi, czarnemi szeregami.
Pomimo wzburzenia ludności, rządcy nomesu zachowywali się obojętnie; władza bowiem centralna nie przysłała im żadnych rozkazów.
Książę Ramzes wiedział o niepokoju tłumów i widział obo-