Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Dobrze — mówi bóg — ale pierwej rozejrzyj się, czy ci to wystarczy.
Zaprowadził go do chaty i prawił:
— Masz tu cztery czepce i fartuszki, dwie płachty na niepogodę i dwie pary sandałów. Tu masz ognisko, tu ławę, na której można sypiać, stępę do tłuczenia pszenicy i dzieżę do ciasta...
— A to co jest? — zapytał pisarz, wskazując na jakąś figurę, okrytą płótnem.
— Otóż to jedno jest — odparł bóg — czego nie powinieneś dotykać, bo stracisz cały majątek.
— Aj!... — krzyknął pisarz. — Może to sobie stać przez tysiąc lat, i nie zaczepię go... Za pozwoleniem waszej czci: co to za folwark widać tam?...
I wychylił się przez okno lepianki.
— Mądrze powiedziałeś — rzekł Amon. — Jest to bowiem folwark, i nawet piękny. Ma obszerny dom, pięćdziesiąt miar gruntu, kilkanaście sztuk bydła i dziesięciu niewolników. Gdybyś wolał posiadać tamten folwark...
Pisarz upadł do nóg bogu.
— Jestże — spytał — taki człowiek pod słońcem, który, zamiast jęczmiennego placka, nie wolałby bułki pszennej?...
Usłyszawszy to, Amon wymówił zaklęcie, i w tejże chwili obaj znaleźli się w okazałym domu folwarcznym.
— Masz tu — mówił bóg — rzeźbione łoże, pięć stolików i dziesięć krzeseł. Masz tu haftowane szaty, stągwie i szklanki na wino, masz tu oliwną lampkę i lektykę...
— A to co jest? — zapytał pisarz, wskazując na figurę, która stała w kącie, okryta muślinem.
— Tego jednego — odparł bóg — nie zaczepiaj, bo stracisz cały majątek.
— Choćbym dziesięć tysięcy lat żył — zawołał pisarz — nie tknę tej rzeczy!... Uważam bowiem, że po mądrości najlepszem jest bogactwo.