Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— I chaldejscy także, a jednak i ci, i tamci sprzysięgli się przeciw nam... Niema prawdy na świecie, mój książę!...
Po odejściu Hirama, książę zamknął się w najodleglejszym pokoju, pod pozorem odczytywania świętych papirusów.
Prawie w okamgnieniu, w jego ognistej wyobraźni uporządkowały się nowo otrzymane wiadomości i utworzył się plan.
Przedewszystkiem zrozumiał, że między Fenicjanami i kapłanami toczy się cicha walka na życie i śmierć. O co?... Naturalnie, o wpływy i skarby. Prawdę rzekł Hiram, że gdyby Fenicjan zabrakło w Egipcie, wszystkie majątki faraona, nawet nomarchów i całej arystokracji, przeszłyby pod panowanie świątyń.
Ramzes nigdy nie lubił kapłanów i oddawna wiedział i widział, że większa część Egiptu już należy do kapłanów, że ich miasta są najbogatsze, pola najlepiej uprawiane, ludność zadowolona. Rozumiał też, że połowa skarbów, należących do świątyń, wydobyłaby faraona z nieustannych kłopotów i podźwignęłaby jego władzę.
Książę wiedział o tem i niejednokrotnie wypowiadał to z goryczą. Lecz gdy za sprawą Herhora został namiestnikiem i otrzymał dowództwo korpusu Menfi, pogodził się z kapłanami i we własnem sercu tłumił stare niechęci do nich.
Dziś wszystko to odżyło.
Więc kapłani nietylko nie powiedzieli mu o swoich układach z Asyrją, ale nawet nie uprzedzili go o poselstwie jakiegoś Sargona?...
Może wreszcie być, że ta kwestja stanowiła najwyższą tajemnicę świątyń i państwa. Lecz dlaczego ukrywali przed nim cyfrę danin, zalegających u rozmaitych azjatyckich narodów?... Sto tysięcy talentów, ależ to suma, która mogła odrazu poprawić majątkowy stan faraona!... Dlaczegoż oni to ukry-