Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/055

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ROZDZIAŁ V.

Na drugi dzień rano, Tutmozis, z wielką świtą oficerów i dworzan, złożył wizytę fenickiemu księciu i zaprosił go do namiestnika.
W południe przed pałacem zjawił się Hiram, w prostej lektyce, niesionej przez ośmiu ubogich Egipcjan, którym udzielał jałmużny. Otaczali go znakomitsi kupcy feniccy, i ten sam tłum ludu, który codzień wystawał przed jego domem.
Ramzes z niejakiem zdziwieniem przywitał starca, któremu z oczu patrzyła mądrość, a z całej postaci powaga. Hiram miał na sobie biały płaszcz, na głowie złotą obrączkę. Ukłonił się namiestnikowi z godnością i, wzniósłszy ręce nad jego głowę, odmówił krótkie błogosławieństwo. Obecni byli głęboko wzruszeni.
Gdy namiestnik wskazał mu fotel i kazał odejść dworzanom, Hiram odezwał się:
— Wczoraj, sługa waszej dostojności, Dagon, powiedział mi, że książę potrzebujesz stu talentów. Zaraz wysłałem moich kurjerów do Sabne-Chetam, Sethroe, Pi-Uto i innych miast, gdzie stoją fenickie okręty, ażeby wyładowały wszystek towar. I myślę, że za parę dni wasza dostojność otrzyma tę drobną sumkę.
— Drobna! — przerwał książę ze śmiechem. — Szczęśliwy jesteś, wasza dostojność, jeżeli sto talentów nazywasz drobną sumką!
Hiram pokiwał głową.
— Dziad waszej dostojności — rzekł po namyśle — wiecz-