Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 02.djvu/042

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w prawdomówność kapłanów, a raczej — rozbudził w nim dawniejszą do nich nieufność.
Raz szedł z jednym lekarzem do bibljoteki. Droga wypadła przez ciasny i ciemny korytarz, z którego następca cofnął się ze wstrętem.
— Nie pójdę tędy! — rzekł.
— Dlaczego?... — spytał zdziwiony lekarz.
— Czyliż nie pamiętacie, ojcze święty, że na końcu tego korytarza jest loch, w którym okrutnie zamęczyliście jakiegoś zdrajcę?...
— Aha!... — odparł lekarz. — Jest tu loch, do którego przed kazaniem Pentuera wlewaliśmy roztopioną smołę...
— I zabiliście człowieka...
Lekarz uśmiechnął się. Był to człowiek dobry i wesoły. To też widząc oburzenie księcia, rzekł po pewnym namyśle:
— Tak, nie wolno nikomu zdradzać świętych tajemnic... Rozumie się... Przed każdą większą uroczystością przypominamy to młodym kandydatom na kapłanów.
Ton jego był tak szczególny, że Ramzes zażądał objaśnień.
— Nie mogę zdradzać tajemnic — odparł lekarz — ale... Jeżeli wasza dostojność przyrzekniesz zachować to przy sobie, opowiem ci historję...
Ramzes przyrzekł, lekarz opowiedział:
— Pewien kapłan egipski, zwiedzając świątynie pogańskiego kraju Aram, przy jednej z nich spotkał człowieka, który wydał mu się bardzo tłustym i zadowolonym, choć nosił nędzne szaty.
„Wytłomacz się — spytał kapłan wesołego biedaka — czem się to dzieje, że choć jesteś ubogi, jednak ciało twoje wygląda, jakbyś był przełożony świątyni?“
Zaś ów człowiek, obejrzawszy się, czy go kto nie podsłuchuje, odparł:
„Bo ja mam wielce żałosny głos, więc jestem przy tej świątyni męczennikiem. Gdy lud zejdzie się na nabożeństwo,