Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Złość i chciwość zamroczyły twój umysł — odrzekł z powagą Kusz. — Jesteś, jak człowiek, który, szukając dyni na figowem drzewie, nie widzi figi. Dla każdego kupca jest jasne, że jeżeli Phut ma odebrać pięć talentów od kapłana, to musi skarbić sobie łaski u wszystkich, którzy kręcą się przy świątyniach. Ale ty już nic nie rozumiesz...
— Bo mnie mówi serce, że to musi być asyryjski wysłaniec, czyhający na zgubę jego świątobliwości.
Kusz z pogardą patrzył na Asarhadona.
— Więc śledź go, czuwaj nad każdym jego krokiem. A jeżeli co wykryjesz, może dostanie ci się jaka cząstka jego majątku.
— O, teraz powiedziałeś mądre zdanie! — rzekł gospodarz. — Niech ten szczur idzie sobie do kapłanek, a od nich w miejsce nieznane mi. Ale ja za nim poszlę moje źrenice, przed któremi nic się nie ukryje!