Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rozważ w sercu swem — co w ich sądach o Asyrji jest wspólnego.
Jeżeli wszyscy powiedzą ci, że od Asyrji idzie niebezpieczeństwo, poznasz, że ono idzie. Lecz jeżeli różni mówić będą rozmaicie, także czuwaj, bo mądrość każe przewidywać raczej złe aniżeli dobre.
— Mówisz, wasza świątobliwość, jak bogowie — szepnął Ramzes.
— Stary jestem, a z wysokości tronu widzi się takie rzeczy, jakich nawet nie przeczuwają śmiertelni. Gdybyś słońca zapytał, co sądzi o sprawach świata, opowiedziałoby jeszcze ciekawsze nowiny.
— Między ludźmi, u których mam zasięgnąć zdania o Asyrji, nie wspomniałeś ojcze Greków — wtrącił następca.
Pan pokiwał głową z dobrotliwym uśmiechem.
— Grecy!... Grecy!... — rzekł — wielka przyszłość należy do tego narodu. Przy nas są oni jeszcze dziećmi, ale jaka dusza w nich mieszka!...
Pamiętasz ty mój posąg, zrobiony przez greckiego rzeźbiarza?... To drugi ja, żywy człowiek!... Miesiąc trzymałem go w pałacu, lecz wkońcu — darowałem świątyni w Tebach. Czy wierzysz: strach mnie zdjął, ażeby ten kamienny ja nie powstał ze swego siedzenia i nie upomniał się o połowę rządów... Jakiżby zamęt powstał w Egipcie!...
Grecy!... Czy ty widziałeś wazy, które oni lepią, pałacyki, które budują?... Z tej gliny i kamienia wypływa coś, co cieszy moją starość i każe zapominać o chorobie...
A mowa ich?... O bogowie, przecież to muzyka, i rzeźba, i malowidło!... Zaprawdę mówię, że gdyby Egipt mógł kiedy umrzeć, jak człowiek, dziedzictwo po nim objęliby Grecy. I jeszcze wmówiliby w świat, że to wszystko jest ich dziełem, a nas — że wcale nie było... A jednak są to tylko uczniowie naszych szkół wstępnych: cudzoziemcom bowiem, jak ci wiadomo, nie mamy prawa udzielać wyższych nauk.