Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ptaków, rzuciła się na pracę egipskiego chłopa, który wysoko, nad ich głowami, nucił piosenkę, nie myśląc ani o swoich kościach, ani o tem, że zbiera nie dla siebie.
Niezrozumiała choroba Sary, częste jej łzy, zanikanie wdzięków, a nadewszystko Żydzi, którzy, przestawszy się kryć, coraz głośniej gospodarowali na folwarku, do reszty obmierziły księciu ten piękny zakątek ziemi. Nie pływał już czółnem, nie polował, nie patrzył na zbieranie daktylów, lecz pochmurny błąkał się po ogrodzie, lub z tarasu śledził zamek królewski.
Niewezwany, nigdy nie wróciłby do dworu, ale już zaczął myśleć o wyjeździe do dóbr, położonych w Dolnym Egipcie, obok morza.
W takim nastroju ducha znalazł go Tutmozis, który pewnego dnia na paradnym dworskim statku przyjechał do następcy z wezwaniem od faraona.
Jego świątobliwość wracał dzisiaj z Tebów i pragnął, ażeby następca tronu wyjechał naprzeciw, powitać go.
Książę drżał, bladł i rumienił się, gdy czytał łaskawy list pana i władcy. Był tak wzruszony, że nawet nie zauważył nowej kolosalnej peruki Tutmozisa, wydającej z siebie piętnaście różnych zapachów, nie spostrzegł jego tuniki i płaszcza, delikatniejszego od mgły, ani sandałów, zdobnych złotemi pierścionkami.
Po niejakim czasie Ramzes ochłonął, i, nie patrząc na Tutmozisa, rzekł:
— Cóżeś tak dawno nie był u mnie? Czy przestraszyła cię niełaska, w jaką wpadłem?...
— Bogowie! — zawołał elegant. — A kiedyżeś ty był w niełasce i u kogo? Każdy goniec jego świątobliwości zapytywał, jak się miewasz; zaś czcigodna pani Nikotris i jego dostojność, Herhor, kilka razy podpływali do twego domu, licząc, że zrobisz ku nim choć sto kroków, gdy oni zrobili parę tysięcy... O wojsku już i nie wspominam. Żołnierze