Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ptaki, lub tylko płosząc stada. Z folwarku poznawano gdzie jest, po wrzeszczących chmurach ptactwa, które co chwilę zrywało się i krążyło nad jego łodzią.
Kiedy pod wieczór zmęczony wracał do willi, Sara już czekała w progu z miednicą wody, dzbanem lekkiego wina i wieńcami róż. Książę uśmiechał się do niej, głaskał po twarzy, lecz, patrząc w jej pełne tkliwości oczy, myślał:
— Ciekawym, czy ona potrafiłaby bić egipskich chłopów, jak jej zawsze wylęknieni krewni?... O, moja matka ma słuszność, nie ufając Żydom, choć — Sara może być inna!...
Raz, wróciwszy niespodzianie, zobaczył na dziedzińcu przed domem bardzo liczną gromadkę nagich dzieci, wesoło bawiących się. Wszystkie były żółte, i na jego widok rozbiegły się z krzykiem, jak dzikie gęsi na moczarze. Nim wszedł na taras domu, znikły, że nawet śladu nie zostało.
— Cóż to za drobiazg — spytał Sary — który tak przede mną ucieka?
— To dzieci twoich sług — odparła.
— Żydów?
— Moich braci...
— Bogowie! jakże mnożnym jest ten naród! — roześmiał się książę. — A któż jest ten znowu?... — dodał, wskazując na człowieka, który lękliwie wyglądał z za muru.
— To Aod, syn Baraka, mój krewny... On chce służyć tobie, panie. Czy mogę go przyjąć?...
Książę wzruszył ramionami.
— Twój jest folwark — odparł — możesz przyjmować wszystkich, kogo zechcesz. Tylko, jeżeli ci ludzie będą się tak mnożyli, niezadługo opanują Memfis...
— Niecierpisz braci moich?... — szepnęła Sara, z trwogą patrząc na Ramzesa i osuwając mu się do nóg.
Książę zdziwiony spojrzał na nią.
— Ja o nich nawet nie myślę — odparł dumnie.
Drobne te zajścia, które ognistemi kroplami padały na