Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Po odjeździe urzędnika książę ziewnął i, oglądając się dokoła znudzonym wzrokiem, rzekł do siebie:
— Zrobiłem, com mógł... A teraz nic nie będę robił, jeśli potrafię...
W tej chwili od strony budynków folwarcznych doleciał księcia cichy jęk i gęste uderzenia. Ramzes odwrócił głowę i zobaczył, że dozorca parobków, Ezechjel, syn Rubena, wali kijem jednego ze swoich podwładnych, uspakajając go przytem:
— A cicho!... a milcz, ty podłe bydlę!...
Bity zaś parobek, leżąc na ziemi, zatykał ręką usta, aby nie krzyczeć.
Książę, w pierwszej chwili, rzucił się jak pantera w stronę budynków. Nagle stanął.
— Cóż mu zrobię?... — szepnął. — Przecież to folwark Sary, a ten Żyd jest jej krewnym...
Przygryzł usta i skrył się między drzewami, tem bardziej, że egzekucja była już skończona.
— Więc to tak gospodarują pokorni Żydzi?... — myślał książę. — Więc to tak?... Na mnie patrzy jak wystraszony pies, a bije parobków? Czy oni wszyscy tacy?...
I pierwszy raz zbudziło się w duszy Ramzesa podejrzenie, że i Sara pod pozorami dobroci może ukrywać obłudę.
W Sarze istotnie zachodziły pewne zmiany, przedewszystkiem moralne.
Od pierwszej chwili, kiedy spotkała księcia w pustynnej dolinie, Ramzes podobał się jej. Lecz uczucie to naraz umilkło pod wpływem ogłuszającej wiadomości, że ten piękny chłopiec jest synem faraona i następcą tronu. Gdy zaś Tutmozis ułożył się z Gedeonem o zabranie jej do domu księcia, Sara wpadła w stan oszołomienia.
Za żadne skarby, za cenę życia nie wyrzekłaby się Ramzesa, lecz nie można powiedzieć, ażeby go kochała w tej epoce. Miłość potrzebuje swobody i czasu do wydania najpiękniej-