Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w pokoju do swych domów, jeżeli dozorca twojego folwarku nie będzie popierał skargi o napad.
— Więc to mój dozorca podał skargę?... — spytał zdziwiony książę.
— Prawdę rzekłeś. On podał ją w twojem imieniu. Ale jeżeli nie przyjdzie na sąd, nie będzie pokrzywdzonego; a gdzie niema pokrzywdzonego, niema przestępstwa.
Krzaki zaszeleściły.
— Stójże! — zawołał Ramzes — kto jesteś?...
Nikt nie odpowiedział. Tylko zdawało się księciu, że w smudze światła pochodni, palącej się na pierwszem piętrze, mignęła naga głowa i skóra pantery.
— Kapłan?... — szepnął następca. — Dlaczego on kryje się?...
Lecz w tej chwili przyszło mu na myśl, że ów kapłan mógłby ciężko odpowiadać za udzielanie rad, tamujących wymiar sprawiedliwości.