Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Co wie dozorca?... On nic nie wie, jakem uczciwy Fenicjanin. Każdego roku jest inny urodzaj i inny dochód... Ja mogę stracić na tym interesie, a wtedy dozorca nie zwróci mi...
— Ale widzisz, Dagonie, mnie się zdaje, że te majątki przynoszą daleko więcej, aniżeli dziesięć talentów rocznie...
— Nie chce książę zaufać mi? dobrze! Ja, na wasz rozkaz, mogę opuścić folwarki w Ses... Nie jest książę jeszcze pewny mego serca?... No, więc ja jeszcze ustąpię Sebt-Het... Ale poco tu dozorca? On księcia będzie uczył mądrości?... O Astoreth! jabym stracił sen i apetyt, gdyby jaki dozorca, poddany i niewolnik, śmiał poprawiać mojego miłościwego pana. Tu potrzebny tylko pisarz, który napisze, że wy, najdostojniejszy panie, oddajecie mi w dzierżawę na trzy lata folwarki w tym, tym i tym nomesie. I potrzeba szesnastu świadków, że mnie spotkał taki honor od księcia. Ale poco służba ma wiedzieć, że ich pan pożycza ode mnie pieniądze?...
Znudzony następca wzruszył ramionami.
— Jutro — rzekł — przynieś pieniądze i sprowadź sobie pisarza i świadków. Ja o tem myśleć nie chcę.
— Ach, jakie mądre słowa! — zawołał Fenicjanin. — Obyś, najdostojniejszy panie, żył wiecznie!...