Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/058

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dostać co rok talent złotem i srebrem. Westchnął i wspomniał, że jego córka przez trzy lata kształciła się w Pi-Bailos. Postąpiłem jeszcze talent. Teraz Gedeon, wciąż niepocieszony, nadmienił, że traci bardzo dobre miejsce rządcy u pana Sezofrisa. Powiedziałem, że tej posady rzucić nie potrzebuje, i dorzuciłem mu 10 krów dojnych z twoich obór. Czoło wyjaśniło mu się trochę, więc wyznał mi, pod największym sekretem, że na jego Sarę zwrócił już uwagę pewien bardzo wielki pan, Chaires, który nosi wachlarz nad nomarchą Memfisu. Ja zaś obiecałem mu dać byczka, mniejszy łańcuch złoty i większą branzoletę. Tym sposobem twoja Sara będzie cię kosztowała: folwark i dwa talenty rocznie gotowizną, a 10 krów, byczka, łańcuch i branzoletę złotą — jednorazowo. To dasz jej ojcu, zacnemu Gedeonowi; jej zaś samej — co ci się podoba.
— Cóż na to Sara? — spytał książę.
— Przez czas układów chodziła między drzewami. A gdyśmy zakończyli sprawę i zapili dobrem winem żydowskiem, powiedziała ojcu... wiesz co?... Że gdyby jej nie oddał tobie, weszłaby na skałę i rzuciłaby się głową na dół. Teraz chyba będziesz spał spokojnie — zakończył Tutmozis.
— Wątpię — rzekł następca, opierając się o balustradę i patrząc w najpuściejszą stronę parku. — Czy wiesz, że w drodze spotkaliśmy powieszonego chłopa?...
— O!... to gorsze od skarabeuszów! — syknął Tutmozis.
— Powiesił się sam z rozpaczy, że wojsko zasypało mu kanał, który dziesięć lat kopał w pustyni.
— No, ten człowiek już śpi twardo... Więc chyba pora i nam...
— Ten człowiek był skrzywdzony — mówił książę — trzeba znaleźć jego dzieci, wykupić i dać im kawałek ziemi w dzierżawę.
— Ale trzeba to zrobić w wielkiej tajemnicy — wtrącił Tutmozis — bo inaczej zaczną się wieszać wszyscy chłopi,