Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/049

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A ty co myślisz o chłopie, który się powiesił? — rzekł pisarz.
— Zdaje mi się, że dla chłopa dzień dzisiejszy jest najlepszym, a powróz koło szyi najmiększym, jaki spotkał w życiu — odparł adjutant. — Myślę też, że Eunana od tej pory będzie bardzo troskliwie pilnował następcy tronu.
— Mylisz się — rzekł Pentuer. — Eunana od tej pory nigdy nie dojrzy skarabeusza, choćby był wielkim jak wół. Co się zaś tycze owego chłopa, czy nie sądzisz, że jemu jednak musiało być źle, bardzo źle... bardzo źle na świętej ziemi egipskiej?
— Nie znasz chłopów, więc tak mówisz.
— A któż ich lepiej zna?... — odparł posępnie pisarz. — Czyliż nie wyrosłem między nimi?... Czy nie widziałem, jak mój ojciec nawodniał grunta, oczyszczał kanały, siał, zbierał, a nadewszystko — jak płacił podatki? O, ty nie wiesz, co to jest dola chłopa w Egipcie!
— Zato wiem — odpowiedział adjutant — co jest dola cudzoziemca. Mój pradziad czy prapradziad był jednym z wielkich między Hyksosami, ale został tu, bo przywiązał się do ziemi. I co powiesz: nietylko jemu odebrano majątek, ale jeszcze i na mnie ciąży plama pochodzenia!... Sam widzisz, co nieraz znoszę od rodowitych Egipcjan, choć mam znaczne stanowisko. Jakże więc mogę litować się nad egipskim chłopem, który, widząc moją żółtawą cerę, nieraz mruczy pod nosem: „Poganin!... cudzoziemiec!...“ Chłop zaś nie jest ani poganinem, ani cudzoziemcem.
— Tylko niewolnikiem — wtrącił pisarz. — Niewolnikiem, którego żenią, rozwodzą, biją, sprzedają, niekiedy mordują, a zawsze każą mu pracować, obiecując w dodatku, że i na tamtym świecie również będzie niewolnikiem.
Adjutant wzruszył ramionami.
— Dziwny ty jesteś, choć tak mądry! — rzekł. — Przecie widzisz, że każdy z nas zajmuje jakieś stanowisko — ni-