Strona:PL Bolesław Prus - Faraon 01.djvu/047

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Eunano — mówił minister — jesteś nietylko pilny, ale i pobożny; nietylko pobożny, ale i czujny, jak ibis nad wodą. Bogowie też zleli na ciebie wszystkie dobrodziejstwa: dali ci wężową przezorność i wzrok jastrzębia...
— Czysta prawda płynie z ust waszej dostojności — wtrącił Eunana. — Gdyby nie mój dziwny wzrok, nie wypatrzyłbym dwu świętych skarabeuszów...
— Tak — przerwał minister — i nie uratowałbyś naszego obozu od świętokradztwa. Za ten czyn, godny najpobożniejszego Egipcjanina, daję ci...
Tu minister zdjął z palca złoty pierścień.
— Daję ci ten oto pierścień z imieniem bogini Mut, której łaska i roztropność będą ci towarzyszyły do końca ziemskiej wędrówki, jeżeli na nią zasłużysz.
Jego dostojność wręczył pierścień Eunanie, a obecni wydali wielki okrzyk na cześć faraona i zaszczękali orężem.
Ponieważ minister nie ruszył się, więc i Eunana stał i bystro patrzył mu w oczy, jak wierny pies, który, otrzymawszy z ręki pańskiej jeden kąsek, jeszcze kręci ogonem i czeka.
— A teraz — zaczął znowu minister — przyznaj się, Eunano, dlaczego nie powiedziałeś, gdzie poszedł następca tronu, gdy wojsko z trudem maszerowało przez wąwóz?... Popełniłeś zły czyn, musieliśmy bowiem trąbić alarm w sąsiedztwie nieprzyjaciela...
— Bogowie są moimi świadkami, żem nic nie wiedział o najdostojniejszym księciu — odparł zdziwiony Eunana.
Herhor potrząsnął głową.
— Nie może być, ażeby człowiek, obdarzony takim jak ty wzrokiem, który o kilkadziesiąt kroków widzi wśród piasku święte skarabeusze, nie dostrzegł tak wielkiej osoby, jaką jest następca tronu.
— Zaprawdę nie widziałem!... — tłomaczył się Eunana, bijąc się w piersi. — Zresztą nikt mi nie kazał czuwać nad księciem.