Strona:PL Bolesław Prus - Drobiazgi.djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A co się tam wyrabia, hej!
— Rozbójstwo! — krzyczał uwięziony w bramie Josek. — Wyciągnijcie mnie stąd, moi złoci.
Włościanie, zobaczywszy głowę i ręce handlarza, szarpnęli go do siebie, jednocześnie Szymek pociągnął go za nogi do stodoły. Bóg wie, jak długo trwałaby ta walka, gdyby nie interwencja Szymonowej, która usłyszawszy hałas, wpadła na pole bitwy i odprowadziła męża do chaty.
Josek, wydobywszy się z nieszczęścia, pędem pobiegł do karczmy, gdzie przez całą noc trzeźwiono go i uspakajano. Szymek zaś na drugi dzień został aresztowany i odstawiony do miasta.
Nadeszły dla nieboraka przykre chwile, był bowiem oskarżony o chęć dokonania zabójstwa na osobie „niewinnego i skądinąd uczciwego handlarza Joska.“
Bronił Szymona Goldcwejg. Wymowny adwokat zauważył przedewszystkiem, że „niewinny i skądinąd uczciwy“ jego współwyznawca Josek był wielkim intrygantem i nicponiem, który przyczepiwszy się do ciemnego i nierozwiniętego wieśniaka, wysysał go jak pijawka. Że powtóre, nękany przez handlarza Szymek powziął nierozsądny zamiar nastraszenia go wśród nocy. Że wreszcie, o usiłowaniu zabójstwa mowy nawet być nie może, nikt bowiem, chcąc kogoś zamordować, nie budzi go, a tem mniej nie daje czasu do odśpiewywania modlitw.
Najważniejszą jednak obroną była z jednej strony głupota Szymka, z drugiej zaś przestrach Joska i ciemna noc, skutkiem czego handlarz zapytywany: jaką bronią chciał go zabić podsądny? — raz odpowiadał, że drągiem, drugi raz, że fuzją, trzeci — że siekierą.
Skończyło się więc na tem, że Szymek posiedział parę miesięcy w kozie, a nastraszony Josek, w swojem i swoich następców imieniu, wyrzekł się lichwiarskich procentów, a nadewszystko stosunków „z ordynaryjnymi chłopami.“